Podstrony w budowie.

środa, 9 stycznia 2013

„Moja przygoda z książką.”


Pamiętam swoje pierwsze książki, które czytali mi rodzice. Były to bajki  między innymi Hansa Christiana Andersena, braci Grimm, Marii Konopnickiej, Ignacego Krasickiego i Juliana Tuwima. Potem, kiedy czytałam już sama, sięgałam ponownie po te bajki. Z nauką czytania nie miałam żadnych problemów, już w wieku 4 lat potrafiłam przeczytać krótkie bajki dla dzieci. Nadmienię, iż już w tym wieku korzystałam z zasobów Biblioteki Publicznej, która miała ciekawe zbiory książeczek dla dzieci. Jednak przełomem w moim czytaniu była książka Lucy Maud Montgomery pod tytułem „Ania z Zielonego Wzgórza”. To właśnie ona zasiała we mnie bakcyla „mola książkowego”. Książka ta pochodziła z prywatnej biblioteczki mojej mamy. Przeczytałam ją na długo przed tym, jeszcze wtedy, gdy nie wiedziałam, że to będzie moja lektura szkolna. Pamiętam ten dzień jak dziś. Były to wakacje. Zainteresowałam się literaturą stojącą równo w rzędzie na półkach na przedpokoju. Jedna była wyjątkowa i nie mówię tego tylko dlatego, że miała ładną okładkę, czy że była o dziewczynce, wtedy akurat w moim wieku. Przemawiała do mnie. Było to coś w rodzaju uśpionego siódmego zmysłu, który zaczął się budzić. Postanowiłam ją przeczytać. Jakież było potem moje zdziwienie, gdy książka tak mnie wciągnęła, że nim się obejrzałam przewracałam ostatnią stronę lektury. Oczywiście, gdy usłyszałam od mamy, iż pani Mondgomery napisała całą serię o Ani, od razu zabrałam się za kolejne części. Takim o to sposobem przeczytałam całe osiem tomów o Ani mając zaledwie dziewięć lat. Kiedy skończyłam czytać tę serię moja uwaga skierowała się na słynnego Harry’ ego Pottera. Podobnie jak poprzednio tak i tą serię również przeczytałam w całości. Pomiędzy tymi obszernymi tomami, zwłaszcza ostatnich części Pottera czytałam także literaturę młodzieżową taką jak „Plotkara” autorki Cecily von Ziegesar, czy cykl „Replika” autorki Marilyn Kaye. Tak o to zaczęła się moja kariera czytelniczki.
Chyba najwięcej książek w swoim życiu, przeczytałam w czasie szkoły gimnazjalnej. Bibliotekarka była naprawdę miła, a zbiory biblioteki nieźle zaopatrzone. Pod koniec 2 klasy, wprowadzono nawet kody kreskowe i katalog komputerowy. Co roku czytałam około 100 książek – z reguły pożyczałam po 3-4 tytuły na parę dni, ale część z nich po prostu uwielbiałam i sięgałam po nie kilkakrotnie. Jedną z moich „grubszych” książek w tamtym czasie był „Zmierzch” S. Meyer. Muszę się przyznać, że ilość stron nigdy mnie nie przerażała, przyjmowałam to ze stoickim spokojem w myślach kalkulując kiedy zacznę czytać to „opasłe tomisko”. Pomimo tego, iż książka miała 416 stron to pochłonęłam ją w dobre 6,5 godziny. Tak, to nie żart! Książka tak mnie wciągnęła, że się w niej zatraciłam... Także teraz dosłownie i w przenośni „pożeram książki” w każdej wolnej chwili. Właśnie za sprawą „Zmierzchu” pani Stephenie Meyer wśród młodzieży nastała moda na „wampiry”, która i mnie dopadła. Od tamtej pory uwielbiam książki z gatunku „Paranormal Romance”. Poza tym głównie czytam książki młodzieżowe i horrory. Moim konikiem w dziedzinie horroru są książki Stephena Kinga. Do tej pory przeczytałam „Carrie”, „Lśnienie”, „Martwą strefę” i „Rok wilkołaka”. Lubuję się takżę w książkach Richelle Mead, Libby Bray, J.R. Ward, K.B. Miszczuk, Meg Cabot, Beccy Fitzpatrick i wielu, wielu innych pisarzy młodzieżowych. Podobały mi się też niektóre lektury, np. "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza, "Solaris" Stanisława Lema oraz "Medaliony" Zofii Nałkowskiej.
Dzisiaj młodzież mało czyta, woli inną formę przekazu. Uważam, że nic tak nie rozwija wyobraźni jak książka. Nie lubię oglądać filmów realizowanych na podstawie znanych mi książek, ponieważ nigdy one nie pokrywają się z moim wyobrażeniem. No cóż, są gusta i guściki… ja wolę książki i swoją wyobraźnię...
Książki są moją pasją - czymś bez czego nie wyobrażam sobie dnia i nawet jak mam nawał obowiązków staram się znaleźć chwilę dla tej małej przyjemności. Dziś świat bez książek postrzegam jako wypłowiały i niemiłosiernie nudny. Często dziwię się, że ludzie tak niechętnie czytają, gdyż jak powiedziała Wisława Szymborska: "Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła".


XO XO Nessy


Biała podłoga.
Białe ściany .
Białe łóżka.
Biała pościel.
Ludzie ubrani na biało.
Nieruchomi.
Nagle jedna dziewczyna się poruszyła - obudziła się.
Powoli otworzyła oczy i spojrzała najpierw w prawo, potem w lewo. Poptrzyła na swoje ręce. Na próbę spróbowała poruszyć palcami. Palce posłusznie zacisnęły się, by znów sie rozluźnić. Popatrzyła na siebie, na swoje ciało pod białą kołdrą. Powoli uniosła dłoń i palcami pogładziła swoje ciemne włosy. Nic nie pamiętała. Zdjęła nogi z łóżka i chciała wstać ale się zachwiała i podparła o białą szafeczkę obok łóżka. Miała na sobie białą koszulę nocną. Na niej, na białej plakietce było imię - Annie. Uznała że to jej imię.Wstała, ale po próbie zrobienia pierwszego kroku upadła na ziemię. Nikt się nie poruszył. Bladzi ludzie wśród bieli pokoju leżeli dalej nieruchomo na swoich łóżkach. Nie wiedziała czy kogoś z nich zna. Leżała na podłodze nie mogąc się ruszyć. Po długiej minucie poczuła zimno podłogi. Ruszyła ręką i chwyciła się kantu szafeczki. Powoli podniosła się.  W pokoju było 8 łóżek, przy każdym była szafeczka, prócz tego nie było nic. W kącie pokoju zobaczyła okno, z którego było widać gęsty las. W porównaniu z pokojem, był bardzo ciemny. Stąpając powoli, co jakiś czas podpierając się o czyjeś łóżko doszła do okna. Nie widziała jak je otworzyć. Nie miało klamki. Była przerażona. Prócz okna z tego pokoju nie było wyjścia. Zaczęła walić pięściami o szybę. Po pewnej chwili zaczęły ją boleć ręce, jednak nie przestawała. W końcu odpadł mały kawałek szkła. Raniąc ręce zaczęła odłamywać kawałki po kolei. Kiedy wylot miał już wystarczającą wielkość, aby się przez niego przecisnąć, przestała.
Z jej rąk skapywała krew.
Czerwona na białej podłodze.
W białym pokoju.
Lubię czytać